Strona archiwum 2



Aleksander Kwaśniewski jest politykiem o olbrzymich umiejętnościach interpersonalnych. Potrafi ładnie stać, chodzić, mówić, pić, a nawet kłamać. Wywodzi się z dobrej szkoły politycznej gry, wie jak zbudować ekipę, jak ją utrzymać, jak sprawić, żeby każda osoba ze świecznika chciała w tej ekipie być. Po 10 latach prezydentury nawet osoby początkowo go nienawidzące przyznają, że był dobrym prezydentem. Aby udało mu się osiągnąć to, co osiągnął, ze wszystkimi wymienionymi wyżej umiejętnościami musiał iść jeszcze duży pokład instynktu politycznego i szczęścia. Po urlopie od polityki Kwaśniewski właśnie czyni pierwsze kroki, aby do niej powrócić.

Ma szanse? Ma niemal 100% szans! Wszystko mu sprzyja. W Platformie jest jeden wielki marazm, coraz więcej Kwaśniewski Aleksandertowarzystwa się dzieli, część się wyrzuca, część sama odeszła, kolejne się zastanawiają. SLD powoli się odradza, społeczeństwo zapomina o starych komuchach, którzy zostali zamieceni pod dywan, Olejniczak bryluje w mediach, punkciki co prawda powoli, ale jednak rosną. Obóz demokratów, czyli popularnie zwani geriatycy.pl, w zasadzie nie istnieją. Nic, tylko wkroczyć w to całe towarzystwo, skojarzyć kogo trzeba, pokłócić tych, którzy powinni odejść i stworzyć silny obóz centro-lewicowy. Wahadełko wyborcze w następnych wyborach obróci się jak trzeba i będzie wielki sukces.

Czy powinien to robić? Moim zdaniem nie… Zdanie to wcale nie jest podyktowane moją przynależnością do obozu platformianego i o niego obawą. Uważam, że Kwaśniewski nie powinien wracać, bo mu to najnormalniej w świecie do niczego potrzebne nie jest. Jest człowiekiem w Polsce i na świecie szeroko szanowanym, partyjno-parlamentowe gierki tylko i wyłącznie popsują mu ten wizerunek. Kiedy ma się już bezpieczne i wygodne miejsce w pewnej lidze, szkoda byłoby na własne życzenie degradować się niżej… Tak właśnie zrobił Lech Wałęsa – z bohatera stał się wielkim przegranym. Miast odejść w chwale stał się swego rodzaju obiektem pożałowania… Kwaśniewski Aleksander dla własnego dobra powinien, wzorem Marcinkiewicza, znaleźć sobie ciekawą robotę na obczyźnie i z daleka – jeśli wola - komentować nasze polskie bagienko. Chyba, że chodzi mu w tym wszystkim o ideały – ale jakoś w takie korelacje jakoś specjalnie nie wierzę…

Na powyższy temat polecam artykuł z Rzeczpospolitej: kliknij tutaj aby otworzyć w nowym oknie!

Życzenia dla wszystkich miłych gości! Błogiego lenistwa i odpoczynku od wszystkiego.

Zyta Gilowska to dobra ekonomistka o liberalnych poglądach. Jest zwolennikiem podatku liniowego, maksymalnie niskich obciążeń, rozsądnych wydatków budżetowych. A przynajmniej wnioski takie nasuwają się analizując wszystko, co popełniła do momentu zasilenia naszego wielce szanownego, obecnie nam panującego, rządu. Od tego momentu panią Zytę zaatakowała, zdaje się, jakaś dziwna choroba. W pewnych kręgach zwą ją kaczuchofrenią. Objawami tej groźnej przypadłości są mocne zaniki pamięci, nieumiejętność realnej oceny sytuacji, stany euforyczne. W najgroźniejszej postaci dochodzą do tego stany lękowe oraz zaniki poczucia własnej osobowości. I to wszystko tłumaczy zachowanie tej pani od dobrych kilku miesięcy…

Gdy Zyta wchodziła do rządu zastanawiałem się, z jakich powodów popełnia to samobójstwo, ale z drugiej strony cieszyłem się… Cieszyłem się w imieniu polskiej gospodarki. Byłem niemal pewien, że co jak co ale ta kobieta nie da się zmanewrować z byle powodu. Będzie, w większym czy mniejszym stopniu, w stanie pohamować apetyty kolegów z rządu. Nie pozwoli na pogorszenie sytuacji. Wprawdzie nie byłem aż takim optymistą, aby sądzić, że zdoła z takimi partnerami dokonać jakiejkolwiek prawdziwej reformy – mimo to wierzyłem- ba! byłem pewien, że nic lepszego od niej na tą chwile zdarzyć się nie może.

Zyta Gilowska

Dziś mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że w dużej mierze jednak się myliłem… Nie będę prawił annałów o wielkiej niewykorzystanej szansie, najlepszym momencie na reformy, przespanym wielkim skoku. Nie mam pretensji o to, że nie wprowadzono podatku liniowego, nie przeprowadzono faktycznej i realnej reformy finansów publicznych. Pretensje mam o to, że pod szyldem robienia dobrze pani Zyta pogarsza sytuację. Zwiększanie w takiej skali wydatków budżetowych, w perspektywie kilku lat zapędzi nas w przysłowowiowy kozi róg. Wydaje mi się (zresztą nie tylko mnie), że 5-6 procentowy wzrost gospodarczy, raczej nie ma szans na utrzymanie się, na tym samym poziomie przez kolejne kilkanaście lat. Konsumowanie go wedle zasady solidarnego państwa, czyli wszystkim po równo, to prosta linia do kryzysu niemieckiego. Nikt nie każe ekipie Kaczyńskiego przeprowadzać niepopularnych reform, wprowadzać idei taniego państwa - ale żeby chociaż umożliwili to w jakimkolwiek stopniu następnej ekipie… Ehh… Pobożne życzenie naiwnego młodziana…

Ciekawy artykuł z Rzeczpospolitej na temat obecnego stanu finansów publicznych: kliknij tutaj aby otworzyć w nowym oknie!

Źle się dzieje w Obywatelskiej Platformie… Szanowni Panowie Posłowie kolejny raz kłócą się o głupoty za pośrednictwem mediów. Utwierdzają tym rzesze niewyrobionych politycznie obywateli, że na nic więcej ich nie stać. Generalizuję i rzucam oszczerstwo na całą gromadkę, mimo że tak naprawdę wygłupia się tylko możnowładca Lubelski – Biznesmen Palikot. Blask niechęci pada niestety na wszystkich Platformersów… I słusznie - reagują bowiem na te zaczepki bądź to oględnie, bądź wcale, co sprawia wrażenie akceptacji.

Pan Palikot sieje zamęt z powodów mi bliżej nieznanych. Wiedząc co nieco o jego występkach poprzednich (wycięcie połowy struktur Platformy w Lublinie, obsadzenie wszystkiego wedleJanusz Palikot uznania), jakoś specjalnie mnie to nie dziwi. Martwi jedynie, bo o ile wtedy działał na stosunkowo małą skalę, teraz przekaz jest mocno ogólnokrajowy. Pytanie jest zasadnicze - czy jest to akcja jednoosobowa, czyn samobójczy, niedobry dla wszystkich? Czy też może sytuacja jest trochę bardziej zagmatwana i kieruje tym wszystkim jakaś poważniejsza frakcja/grupa/osoba? Nie wiem tego i zgadywać się nie ważę - wszystko będzie jasne, kiedy zobaczymy wyniki prac sądu koleżeńskiego i wszelkie postanowienia końcowe. Końcowe prawdopodobnie dla pan z Lubelskiego… No ale się zobaczy…

Platforma ma poważne problemy organizacyjne, można zaobserwować wyraźne wypalenie. Wojna frakcji staje się coraz bardziej monotonna - nikt specjalnie w niej nie wygrywa, ryzykować jakąś zdecydowaną akcję boją się wszyscy. Sprawa może się wyjaśnić po wiosennym kongresie programowym i lepiej żeby się tak stało. Albo się trzeba nastawić na rozstanie w pogodnej atmosferze, albo pogodzić na stałe i zacząć realizować jakąś taktykę. Długo już elektorat nie wytrzyma tego marazmu, miast się powiększać zacznie gwałtownie topnieć.

Tego, co się dzieje dzisiaj w sejmie komentować nie będę. Podsumuję tylko, że jak tak dalej pójdzie, to do konstytucji będą chcieli wprowadzać zapis o nieomylności brata Jarosława… Żenada!

Tytułem tego posta jest nazwa przedmiotu nauczanego za moich czasów w liceum (za Giertycha nie wiem jak jest i nawet boję się sprawdzać). Przedmiot ów był prowadzony w różnorakich szkołach przez ciekawych ludzi, lepiej bądź gorzejUrząd Skarbowy przygotowanych teoretycznie i praktycznie. Podobno zdarzały się sprzątaczki, w wielu szkołach PP oznaczało pomaganie panu Władkowi, Józkowi tudzież Jędrkowi w uporządkowywaniu bieżni, klombów lub innych wymagających pracy obiektów przyszkolnych. Dlaczego się tak działo? A no matematyka, fizyka, geografia są przecież zgoła ważniejsze, jeśli chodzi o późniejsze radzenie sobie w życiu. Ponadto pani Wiola ucząca języka polskiego zarabiała za mało, toteż pan Dyrektor musiał jej dodać pół etatu. Pan Edek z kolei nie bardzo wiedział, co w życiu robić – idealnie nadał się więc na profesora od biznesu…

Taka polska mentalność, że szeroko pojęta przedsiębiorczość, biznes mały i średni przez wszystkich traktowany jest po macoszemu. Idealnie wręcz wpasowuje się w ten klimat wczorajszy pakiet Kluski. Pomijając już fakt, że ów idea jest sprzedawana czwarty raz, pomysł jest z gruntu pomylony, żeby nie powiedzieć błędny…

Jako mikroprzedsiębiorca chciałbym zakomunikować – nie tędy droga! Absolutnie nie rozumiem, co pomoże rejestracja firmy w 3 dni… Rejestracja mojej łącznie trwała około 5-6 godzin (wszystkie dokumenty miałem po 12 dniach, przez okres oczekiwania nikt nie zabraniał mi działalności). Ponadto działalność rejestruje się nie raz na miesiąc, tylko zazwyczaj raz w życiu (w niewielu przypadkach kilka razy). Problem małego biznesu bynajmniej nie polega na trudnościach w zarejestrowaniu. Problem ten nie polega nawet na zbyt częstych i zbyt restrykcyjnych kontrolach różnorakich organów państwowych… Prawda jest taka, że naprawdę niewielki procent uczciwych przedsiębiorców ma pecha na tego rodzaju sprawach popłynąć… Prawdziwy problemem tego szanownego grona są obciążenia ZUSowskie i podatkowe, dramatyczne w skali,. Prawo fiskalne rok w rok robi się coraz bardziej absurdalne. Suchy przykład znany chyba przez wszystkich, a mianowicie samochód “z kratką”… Większość ludzi jest w stanie zrozumieć, że nie każdy biznes wykorzystujący samochód wymaga jednocześnie przewożenia towarów (tylko od takiego można odliczyć pełen VAT) - nie rozumieją tego jednak kolejni ministrowie finansów… Bez względu- architekt, geodeta, pośrednik nieruchomości, notariusz- oni wszyscy muszą mieć auta do przewożenia pustaków… Nie rozumieją, albo nie pozwala się im zrozumieć…

W niedzielę śliczne plenum PiSu się odbyło- jako że dzisiaj mamy dzień krytyki konstruktywnej komentarza nie będzie… Ponadto z PSów to zajęty jestem okrutnie, pisać nie mam czasu- choć nie, to trochę głupie tłumaczenie… Weny raczej ostatnio brak…

Lustracja dziennikarzy stała się zarzewiem konfliktu zarówno między redakcjami wszelakimi, jak i w ramach wielu redakcji. Sprawa jest ciężka, bo tak naprawdę obie strony mają trochę racji. Można rzec, jakoby prawda była po środku, nikt w tym sporze górą nie jest. W moim skromnym odczuciu dziennikarze dla świętego spokoju powinni poddać się temu procesowi.

Nie ulega wątpliwości, że media są swego rodzaju władzą, kreują wizerunek partii i polityków, komentują wydarzenia, są Lustracja na pastwiskupewnego rodzaju katalizatorem poglądów społecznych. Ogromna większość czytelników, często nie wie, kim jest autor artykułu, który czyta, nie mówiąc już o znajomości jego przeszłości. Pytanie tylko na ile (o ile, w ogóle) ta przeszłość zmienia, upośledza ich obecne widzenie świata, poglądy. Lustracja z całą pewnością wyrządzi krzywdę niejednemu - odłamki po wybuchu niesprawiedliwie dotkną na pewno wiele osób. Uważam jednak, że tą cenę warto zapłacić za urwanie tego rodzaju dyskusji.

Prawdą jest, że to nie władza w drodze ustawy powinna lustrować media. Zwłaszcza taka władza, jaką mamy obecnie. Przygotowana ustawa istotnie ma szereg niedociągnięć i złych rozwiązań, które z pewnością zaczernią nam obraz. Środowisko dziennikarskie powinno zlustrować i oczyścić się samo dużo wcześniej. Na ile to zrobiło, a na ile zaniechało, to już inna bajka. Mamy takie czasy, że za te procesy wzięła się władza - osądzać powinno się to ostro i bezkompromisowo (co też się dzieje), ale czy aby na pewno pewna część zainteresowanych ma prawo do wypowiadania obywatelskiego nieposłuszeństwa? Chyba jednak nie…

Prawdą jest, że ów lustracja realnie, w życiu politycznym kraju wiele nie zmieni. Jedna z drugą ofiarą co najwyżej znajdzie sobie inne zajęcie w życiu. Ogół mediów różnorakich w dalszym ciągu tak, a nie inaczej będzie oceniał obecną rzeczywistość. Jeśli aparat państwowy myśli, że w ten sposób załatwią sprawę tzw. „złej prasy” to się grubo myli… W ten sposób sytuacja wręcz może się tylko zaostrzyć.

Karykatura Andrzej Krauze, dzięki uprzejmości www.muzeumkarykatury.pl

Ze spraw formalnych: wreszcie udało mi się pokonać spam! Co za tym idzie wyłączona zostaje funkcja moderacji komentarzy. Od tej chwili każda opinia jest w czasie rzeczywistym publikowana (kasowana będzie tylko w przypadku ewidentnego łamania prawa).

Jako liberał nie tylko w kwestiach gospodarczych uważam, że obecna ustawa antyaborcyjna jest zdecydowanie zbyt restrykcyjna. Każda para ma pełne prawo do decydowania, czy dziecko poczęte ma ochotę urodzić i wychowywać, czy też nie. Osobiście swojego własnego dziecka w żadnym wypadku bym nie usunął. Mało tego, uważam tego rodzaju działanie za niemoralne i złe. Podobnie jak złe jest palenie papierosów, picie nadmiernej ilości alkoholu i ćpanie różnych dziwnych środków… Problem w tym wszystkim jest taki, że to, co ja uważam, mogę sobie stosować we własnym życiu, ale wara mi od życia chociażby własnej siostry, nie mówiąc o obcych ludziach… I tutaj się różnię od większości możnowładców… Ci uważają, że są mądrzejsi i będą decydowali za innych… Nie rozumieją tylko jednego- wprowadzenie prawa bardziej restrykcyjnego w tego rodzaju kwestii wprowadzi tylko i wyłącznie mniejszy stopień respektowania tegoż prawa. Aborcje jeszcze częściej niż obecnie będą się odbywały po cichu w prowizorycznych gabinetach, dokonywane przez niemniej prowizorycznych lekarzy… Przyrost naturalny wzrośnie? NIE! Jedyne, co wzrośnie to poziom hipokryzji w kraju, gdzie jest jej już wystarczająco dużo…

aborcja
Czas na pytanie za 200 punktów. Po co nasz wielce szanowny rząd odgrzewa te kotlety i chce grzebać w ustawie, którą wypracowywano tyle czasu? Odpowiedź jest chyba dosyć prosta - jest to kolejna walka o zawładniecie elektoratem „LPRowskim”… Projekt na szczęście przejść nie ma szans, bo w Platformie jest wielu rozsądnych ludzi, ale temat będzie w mediach istniał minimum 2-3 tygodnie. Jeśli ktoś zapomniał o istnieniu Marka Jurka, to sobie przypomni- same plusy! Szkoda tylko, że niejako musimy na to patrzeć…

W gruncie rzeczy jest to jedna z niewielu spraw, w których z naszym kochanym rządem w prawie całej rozciągłości się zgadzam. Mimo, że naprawdę lubię i szanuję przyrodę absolutnie nie bagatelizując jej roli uważam, że ta obwodnica jest ważniejsza… Nie można przyrównywać życia drzewa do człowieka. Oczywiście, najbardziej optymalnym wyjściem byłoby wybudowanie tej drogi na trasie alternatywnej, ale kolejne rządy dały plamę i jest już troszeczkę za późno. NotabeneRospuda winnym takiego stanu rzeczy, o czym niewiele osób wie, jest lobby Białostockie. Alternatywna trasa obwodnicy omijająca dolinę wymusza inny przebieg docelowej trasy Via-Baltica z ominięciem Białegostoku. I tu jest pies pogrzebany. Białystok nie chce leżeć z boku autostrady, ale mieć ją w mieście, licząc na ewentualnego kopa cywilizacyjnego! Z tegoż to powodu obecna trasa była tak mocno przez tyle lat forsowana. Ale mleko się już rozlało, nie można czekać kolejnych 10 lat niejako skazując na śmierć kilkuset mieszkańców Augustowa… Tylko te kary z UE martwią: 80 milionów złotych, które nam grozi, znacząco podroży całą inwestycję. Najciekawszy w tym zamieszaniu jest wątek polityczny… PiS ma, zdaje się, olbrzymi problem ze sprzedaniem tej kwestii w mediach. Społeczeństwo podzielone jest bardzo mocno, na dodatek podział ów nie jest spójny z orientacjami politycznymi obywateli. Wynika z tego tyle, że co by rząd nie zrobił i tak się narazi sporej liczbie swoich zwolenników. I w ten oto sposób misie marketingowe PiSu wymyśliły debilny plan z referendum… Zapomnieli chyba tylko zapytać prawnika o zdanie i mamy kolejnego bubla w rozmiarze XXL.

Tydzień pełen wydarzeń a ja nic nie komentuję… Śpieszę z wyjaśnieniami, iż spowodowane jest to głównie końcówką wojny zwanej sesją oraz wdrożeniem programu z UE w mojej firmie. Na szczęście oba wydarzenia zakończyły się pozytywnie i znów jestem względnie wolnym człowiekiem!

„Komisja Macierewicza działała “na chybcika” i nieprzemyślanie”. Nie jest to bynajmniej cytat z Niesiołowskiego, Tuska czy też Zdrojewskiego. Powyższe słowa wypowiedział nie kto inny, a szanowny koalicjant Lepper. Rzadko mi się zdarza zgadzać w jakiejkolwiek sprawie z tym Panem, a tu proszę – niemal 100% zgody! Wnioski mogą być z tego dwojakie.Macierewicz Albo za tydzień będę Was tutaj raczył annałami o wyższości, lepszości, cudowniejszości obecnego rządu nad wszystkimi poprzednimi, przyszłymi (o ile takowe będą) i obcymi, albo Panu Lepperowi znudził się obecny układ i coś chce zmieniać. Jedno jest pewne: pozycja zarówno Ministra Rolnictwa, jak i całej Samoobrony, po niedawnej debacie w sprawie odwołania jest silna jak nigdy. Pluje sobie na szefów i to nie po kątach, jak to czynił Sikorski, tylko przed kamerami na oczach milionów Polaków…

Nie on jeden pluje… Robią to prawie wszyscy, w tym prezydent Wałęsa, który jak zawsze w sposób szczery i prostolinijny pokazał, gdzie kogo jest miejsce, nazywając swojego następcę „durniem”. Przyjaciółka Jarosława, niejaka Pani Szczypińska, czuje się tak oburzona, że złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Pana Wałęsę będą chyba sądzić za ujawnienie tajemnicy państwowej

Merytorycznie i bez żartów można zbudować taką o to opinię: raport jest taki, jakiego się spodziewaliśmy – ogólnikowo oskarża wszystkich prócz PiSiorków, nie wnosi w zasadzie nic do sprawy, snuje poszlaki nie odpowiadając na zadane pytania, jest ciekawy, ale raczej w kategoriach beletrystyki, aniżeli faktografii. Układ rządzący musiał wypuścić tego rodzaju „powieść”- trzeba mamić i a przekonanych utwierdzać w przekonaniu. Mówi się o kolejnych aneksach, częściach, wydaniach. Czeka nas więc tasiemiec spod znaku brukowca wydawanego za pieniążki budżetowe w imię czystości Rzeczpospolitej.

Budżet wiele straci również z powodu zwiększenia wydatków na wymiar sprawiedliwości. Procesy zapowiada już ponad 100 podmiotów różnorakich. Może to i dobrze - kiedy zacznie się sądzenie, będziemy mieli wiarygodną ocenę ów raportu, której to dokona trzecia władza. Coś czuję, że się pan Macierewicz zawiedzie…

PS: Obiecywałem kiedyś krótki filmik / fotorelację z niedawnego wypadu rodzinnego w Alpy. Niniejszym zapraszam do oglądania mojego 8 minutowego dzieła!
Można uzyskać do niego dostęp w dwojaki sposób:
1) na YouTube dla tych co to mają mocne łącze
2) do zessania z mojego serwera tutaj lub w dziale „do pobrania”

Dwa ciekawe teatrzyki wczoraj się odbyły. Najpierw POPiSowa bitwa na błotko (choć trzeba przyznać, że dość kulturalna), później PiSiorkowe mamienie wyborców na najwyższym poziomie i w najwyższym stopniu. Pan Niepełnosprawny Jarosław kolejny raz poczęstował nas planami, zamierzeniami, banialukami. Konkretnego nie powiedział prawie nic. W całym expose najzabawniejsze były chwilowe drzemki Przemka Edgara - średnio chyba interesowały go frazesy wodza… Czasami mam już dość krytykowania, naprawdę bardzo chciałbym napisać coś pozytywnego. Nie daje mi się jednak na to możliwości, więc dziś z okazji tłustego czwartku oszczędzę politycznych misiów wszelakich.

Poużywam sobie za to na misiach finansowych (bo jak to tak dzień bez narzekania, o nie, nie może być…). BankomatBędzie osobiście, mrocznie i smutno… Historia zdarzyła się piątkowego wieczoru dnia 9 lutego roku bieżącego. Wraz z Katarzyną postanowiliśmy wybrać się do kina. Tytułu filmu nie zdradzę, bo trochę wstyd (w komentarzach można sugerować, jak się przełamię to rozwieję wątpliwości!). Dzięki XXI wiekowi, w sposób bezbłędny zarezerwowałem bilety online i pełni ochoty na wieczór wrażeń estetycznych, wyruszyliśmy moim samochodzikiem w kierunku oczywistym. W drodze uświadomiliśmy sobie, że wspólnie w gotówce mamy zaledwie 25zł, co za tym idzie na 2 bilety studenckie nie mamy co liczyć (jeden kosztuje w weekend 13zł). Coś mi się ubzdurało, że w Multikinie kartą nie zapłacę, toteż rozpoczęło się poszukiwanie bankomatu - najpierw banku macierzystego BPH, później jakiegokolwiek. Udało się po niecałych 25 minutach, w momencie, gdy rezerwacja biletów była już nieaktualna. Ów bankomat należał do ING. Pobrałem 50zł, przełykając złodziejską prowizje (6zł). Po dotarciu do kina okazało się, że bilety są po 11zł, a kartą płaci co drugi klient. No ale nic - myśl ta nie może zepsuć nam wieczoru, kupiliśmy bilety na seans późniejszy i w ramach rekompensaty szybciutko udaliśmy się na posiłek. Syci wystarczająco, film obejrzeli, następnie udali się do domku na spoczynek. Zapytacie zapewne gdzie mroczność i smutek? A no po odpaleniu systemu bankowości internetowej w dniu wczorajszym…. Pobranie 50zł system dwukrotnie zaksięgował i z mego konta obrotowego znikneło 112 zł… (wynik dodawania: 50zł pobrane + 50zł mi ukradzione + 6zł prowizji od pobranego + 6zł prowizji od ukradzionego). Co najciekawsze obie pozycji w historii są zaksięgowane z różnymi datami ale tym samym numerem transakcji. Gdy się w tym wszystkim połapałem chwyciłem za telefon i z awanturą do mojego banku. Trzykrotne wystukiwanie ID, Pan przełącza mnie do Pani, czterokrotne wystukanie ID, rozmowa merytoryczna. Pani spokojnie oświadcza, że ING miał chyba problemy techniczne, reklamacje w moim imieniu składa i poleca czekać na telefon. W przypływie adrenaliny skrobnąłem jeszcze maila do ING. Zobaczymy, jak to się zakończy – jedno jest pewne: z bankomatów obcych korzystać już nie będę… Kwota 56zł może nazbyt wygórowana nie jest, ale stracona w ten sposób boli okropnie… I pomyśleć, że ING ma mi zapewnić emeryturę…

Edit: Dnia 20 lutego 2007 ukradzione pieniądze mi oddano co do grosza, czyli wraz z prowizją! Nie wiem czy zawdzięczam to bankowi BPH który walczył o swojego klienta jak lew… A może ING okazało się jednak uczciwe i w momencie zauważenia pomyłki szkodę naprawili. Jak czy inaczej ciesze się okrutnie!

Odnoszę dziwne wrażenie, że to już było. Najbardziej zaufani ludzie premiera idą w odstawkę, co krok nowe plotki o kolejnych konfliktach, kopanina między resortami i w ramach resortów… Cały chaos, wielka awantura coraz bardziej przypomina te z czasów rządów AWS. Oj, się rozleci to wszystko chyba szybciutko… Smierć przyjdzie teraz po PiS?PiS pod względem marketingu politycznego był wymyślony niemal idealnie - zaczynając od samej nazwy kończąc na postaci liderów. Wszystko takie bliskie, swojskie, podobne dla milionów Polaków. Wielu lotnych przyjaciół określa te miliony po imieniu – jako swoistą drugą kategorię, ja się jednak na to nie odważę z racji wychowania. Co ciekawe, mimo wszystkich obserwowanych przez nas wojen na górze ów polityczny target (ulubione słowo wszelkiej maści domorosłych marketingowców) specjalnie się nie zwęża, co świadczyć może o coraz większym ugruntowaniu postaw, wyrobieniu politycznym polskiego społeczeństwa.

Ciekaw jestem okropnie, jak społeczeństwo zareaguje na nowopowstałą partię kobiet. Jak dla mnie pomysł mocno chybiony… Czas 20tu partii kanapowo-specjalistycznych już dawno minął. Ostatnie lata coraz bardziej pokazują, że polski system podąża raczej w kierunku partii masowych. Partia kobiet ma taki sam (o ile nie mniejszy…) sens, jak Krajowa Partia Emerytów i Rencistów, czy też sławna swego czasu Polska Partia Przyjaciół Piwa (z premedytacją silę się na pełne nazwy). Podsumowując pani Gretkowska wraz ze swoją kliką wkrótce stanie się nowym podmiotem lewicowej koalicji, podmiotem marginalnym.

Z pola walki sesyjnej doniesienia najnowsze: 3 bitwy już oficjalnie wygrane, jedna niestety w plecy, 2 ostatnie chyba wygrane - z naciskiem na chyba… Pozdrowienia z tego miejsca dla wiceministra Szczerskiego (sprawami zagranicznymi się ów człek zajmuje) z którym to dwa starcia udanie przeżyłem!

PS: Bardzo sympatyczny i kompetentny wiceminister – szkoda, że gra tylko drugie skrzypce….




Informacje

Przeglądasz aktualnie archiwa Łukasz Tabaszewski.

Kategorie